Dłoń z palcami w geście zwycięstwa na tle flagi Unii Europejskiej

Unia dla młodych

Dla młodego pokolenia Unia Europejska jest czymś oczywistym. Nie znają Polski sprzed akcesji, a wiele korzyści z obecności we Wspólnocie traktują jako naturalny element codzienności: lepszą infrastrukturę i komunikację, większe możliwości nauki i pracy. Na Mazowszu widać to szczególnie wyraźnie, bo region bardzo skorzystał na obecności w UE.

Pogłębione badanie CBOS przeprowadzone wiosną 2024 r.[1] pokazało, że Polacy postrzegają Unię jako dźwignię siły państwa. 72% badanych uznało, że wejście do UE zwiększyło bezpieczeństwo Polski, a 75% – że wzmocniło jej pozycję w Europie. Zdaniem większości respondentów zarówno fundusze europejskie, jak i dostęp do wspólnego rynku rozwijają polską gospodarkę, wpływają na poziom życia, szanse zawodowe i stabilność. Pokolenie 40+, które zachowało obrazy sprzed akcesji, widzi to znacznie wyraźniej. Dla młodych liczy się bardziej tu i teraz.

Korzyści z integracji

Poparcie dla członkostwa w UE deklaruje 82% ankietowanych, przeciwnych mu jest 14% – wynika z przeprowadzonego w styczniu 2026 r. badania CBOS[2]. Dla Polaków Unia Europejska to nie abstrakcja, lecz konkret. Wśród korzyści wynikających z członkostwa w UE badani najczęściej wymieniają: otwarte granice (73%), lepszą infrastrukturę (52%), możliwość pracy w innych krajach (49%) i pieniądze na rozwój (47%). Spontaniczne wskazania ankietowanych pokazują jedynie fragment efektów integracji.

Przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 r. dało nam silny impuls do przyspieszenia rozwoju gospodarczego. Nasz kraj zyskał dostęp do wspólnego europejskiego rynku, nastąpił związany z tym wzrost napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych i obrotów w handlu zagranicznym. Poza tym zaczęliśmy korzystać z większych transferów finansowych z unijnego budżetu (wcześniej mieliśmy fundusze przedakcesyjne). Z analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego z 2024 r. wynika, że nasz PKB per capita jest o 40% wyższy, niż byłby w przypadku, gdyby Polska nie przystąpiła do UE.

Bilans polityki spójności: Polska wciąż jest największym beneficjentem polityki spójności. Od przystąpienia do UE do września 2025 r. otrzymała 268 mld euro. W tym czasie nasze wpłaty do budżetu Unii wyniosły 99 mld euro, czyli pozyskaliśmy ponad 167 mld euro netto.

Razem jesteśmy silniejsi

Głos 27 państw, które działają razem, jest silniejszy niż stanowisko pojedynczego kraju. Możemy wspólnie negocjować umowy handlowe i dokonywać wspólnych zakupów (jak w czasie pandemii). Wprowadzamy sankcje na kraje, które łamią prawo międzynarodowe, ustanawiamy regulacje (np. cyfrowe) chroniące prawa obywateli. Unia zyskuje, gdy mówi „jednym głosem”.

Wysoko cenimy napływ funduszy europejskich, bo dzięki nim zmieniamy Polskę i wzmacniamy nasze firmy i uczelnie. Obywatele są świadomi, że decydujące znaczenie dla gospodarki ma uczestnictwo we wspólnym rynku, a nie sam dostęp do funduszy unijnych. Większość z nas rozumie, że Unia to nie tylko źródło pieniędzy. Wraz z innymi krajami współtworzymy przestrzeń dla lepszego rozwoju gospodarczego i o silniejszej podmiotowości w relacjach międzynarodowych.

Efekt przezroczystych korzyści

Młodzi nie doświadczyli życia w Polsce w wersjach sprzed akcesji. Zwłaszcza siermięgi socjalizmu ani choćby Polski początku lat 90. ubiegłego wieku, która dopiero porzuciła sztandary PRL-u. Nie doświadczyli zamkniętych granic, trzycyfrowej inflacji, pustych półek w sklepach, braku standardów w ochronie środowiska, nie wspominając już o poszanowaniu praw podstawowych czy ochrony własności intelektualnej.

Dlatego wiele efektów integracji europejskiej jest dziś dla młodego pokolenia niemal niewidocznych. Wyższe standardy, nowe drogi, lepsza kolej i transport publiczny, rozwój uczelni czy wsparcie dla przedsiębiorstw są elementem codzienności. Na Mazowszu znaczna część tych zmian była możliwa dzięki środkom z funduszy europejskich, które od ponad dwóch dekad wspierają modernizację regionu.

Od przełomu do codzienności

Większość Polaków po 40. roku życia przystąpienie do Unii Europejskiej odczytuje jako „doświadczenie formacyjne”. Można je porównać do przemian ustrojowych, które przeprowadziliśmy w 1989 r. Co ważne – to nie „Zachód nas przyjął, bo na to zasłużyliśmy”; Zachód był dla Polski świadomym wyborem cywilizacyjnym i gospodarczym. Wejścia do Unii nie należy traktować jako „łaski” czy „nagrody”, lecz jako zwieńczenie długiej i żmudnej pracy. Musieliśmy dostosować prawo, rozwiązania instytucjonalne i przygotować firmy do konkurowania na wspólnym rynku.

Młodsze pokolenia nie mają pamięci o tym procesie. Postrzegają Unię jako system współpracy, który powinien przynosić konkretne efekty w codziennym życiu. A jednocześnie coraz mocniej czują przynależność do Europy.

Pokolenie Europejczyków

Polacy w wieku 18-29 lat to pierwsze pokolenie, które „nie zna Polski sprzed wstąpienia do Unii Europejskiej”[3]. Porusza się po świecie swobodniej niż starsze generacje, zna języki i ma łatwiejszy dostęp do korzyści zapewnianych przez wspólnotę. Unia pojawia się tu jako element normalności życiowej i horyzontu szans. Deklarują oni silny związek z Polską, ale również 64% odczuwa przywiązanie do Europy, a 68% pozytywnie ocenia członkostwo Polski w Unii Europejskiej (w ogólnym badaniu „20 lat członkostwa Polski w UE” tożsamość europejską wskazywało 54% badanych). To znaczy, że Europa jest dla nich dodatkową warstwą tożsamości i akceptowanym porządkiem politycznym.

Młodzi patrzą inaczej

Młodzież jest bardziej krytyczna i pragmatyczna. Z badań Parlamentu Europejskiego[4] wynika, że poparcie młodych Polaków dla UE jest często warunkowe. Część z nich mówi wprost: tak dla Unii, ale niekoniecznie dla sposobu jej działania. Jednoznacznie antyunijne postawy pozostają marginesem, ale nie brakuje znużenia, dystansu i przekonania, że europejskie instytucje są zbyt odległe od codziennych problemów.

To ważne rozróżnienie. Dziś sceptycyzm młodych rzadko oznacza prosty sprzeciw wobec obecności Polski w Unii. Częściej jest sygnałem rozczarowania językiem polityki, tempem działania instytucji albo poczuciem, że wielkie europejskie spory nie przekładają się dostatecznie jasno na życie zwykłych ludzi. Młodzi chcą Europy bardziej konkretnej: obecnej w sprawach mieszkań, kosztów życia, edukacji, pracy, ochrony zdrowia czy bezpieczeństwa socjalnego.

Świat widziany przez ekran telefonu

Bardzo ważny jest tu sposób, w jaki młodzi czerpią wiedzę o świecie. Dziś robią to przede wszystkim za pośrednictwem platform społecznościowych[5]. To tam śledzą sprawy publiczne, wymieniają się opiniami i wyrabiają sobie pierwsze polityczne odruchy. Tyle że logika platform społecznościowych rzadko premiuje spokojne tłumaczenie złożonych procesów. Wygrywają: skrót, emocja, konflikt i wyrazista teza.

W takim środowisku trudniej objaśniać Unię Europejską. Jest skomplikowana, oparta na procedurach, negocjacjach i kompromisie. Trudno jej działanie i zalety streścić w jednym chwytliwym zdaniu. Łatwiej za to przedstawić ją jako odległą biurokrację, która coś narzuca i za coś odpowiada. Z tego biorą się uproszczenia, przekłamania i podatność na dezinformację.

Między poparciem a obojętnością

Paradoks naszych czasów polega na tym, że największe sukcesy integracji europejskiej stały się niemal niewidoczne. Im mocniej weszły w codzienność, tym rzadziej są postrzegane jako rezultat konkretnego wyboru politycznego i cywilizacyjnego. I właśnie dlatego trzeba dziś mówić o Europie inaczej: mniej pomnikowo, a bardziej językiem doświadczenia, szans i spraw, które widać tu i teraz. Mazowsze jest dobrym miejscem, by taką opowieść prowadzić – europejskie wsparcie nie jest tu teorią, lecz częścią realnych przemian regionu (czytaj: „Blisko ludzi”).

Młodzi chcieliby Europy bardziej obecnej w ich codziennym doświadczeniu, skutecznej i mniej abstrakcyjnej? A to oznacza raczej pogłębianie integracji niż jej osłabianie. Wpływ na Unię możesz mieć, choćby uczestnicząc w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wolontariat europejski, program Erasmus+ i inne inicjatywy opisane w Europejskim Portalu Młodzieżowym pozwalają Ci lepiej poznawać Europę i ją współtworzyć (czytaj: „Europa to także Twoja sprawa”).

Jerzy Gontarz

Lekcja brexitu: W czerwcu 2016 r., po referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu z Unii, znany historyk Norman Davies na łamach „Polityki” (nr 27/2016) nie szukał usprawiedliwienia dla swych rodaków z wysp. Wyjście z UE nie było wynikiem przeprowadzenia dokładnego rachunku kosztów i korzyści, lecz pompowania klimatu nieufności, resentymentu i politycznego uproszczenia. Davies mówi o brexicie jako o buncie napędzanym frustracją, nostalgią i krótkowzrocznym nacjonalizmem, a nie spokojną kalkulacją. Podkreśla, że Brytyjczycy częściej głosowali przeciw „onym”, a nie za przemyślanym projektem nowego ładu, bo takiego nie było. Brexit dał Brytyjczykom więcej kontroli, ale mniej dobrobytu, niż obiecywali jego autorzy. Koszt decyzji o opuszczeniu Unii? Na początku 2025 r. gospodarka Zjednoczonego Królestwa była o 6-8% mniejsza niż przed formalnym wyjściem. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły o 20%. Badania YouGov z 2025 r. pokazały, że 55-56% Brytyjczyków uważa wyjście z UE za błąd, a 62% uznaje brexit bardziej za porażkę niż sukces.


[1] Badanie „20 lat członkostwa Polski w UE”, CBOS, kwiecień 2024.

[2] Komunikat z badania „Polacy o integracji europejskiej”, CBOS, luty 2026.

[3] „Stan Młodych 2025” – badanie zrealizowane przez Fundację Ważne Sprawy przy współpracy z Fundacją More in Common Polska.

[4] „Ankieta wśród młodzieży”, Eurobarometr, luty 2025.

[5] „Młodzi i media społecznościowe”, komunikat z badań „Orientacje życiowe”, CBOS 2025.

Powrót Następny artykuł