Debata „Medycyna przyszłości: czy wszyscy będziemy pacjentami 2.0”, fot. Agata Rokita

Medycyna przyszłości: czy wszyscy będziemy pacjentami 2.0?

Rozwój medycyny sprawia, że pacjent ma dziś do dyspozycji coraz więcej nowych rozwiązań i sposobów wspierania leczenia. Pojawiają się pytania o to, na ile te zmiany faktycznie poprawiają jego sytuację i czy są dla wszystkich równie dostępne.

Spostrzeżeniami na temat funkcjonowania pacjentów w systemie ochrony zdrowia, który coraz mocniej opiera się na cyfrowych technologiach, dzielili się uczestnicy debaty „Medycyna przyszłości: czy wszyscy będziemy pacjentami 2.0?”. Rozmowę moderował prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. inż. Marcin Sobczak, prorektor ds. nauki i transferu technologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Pacjenci jako cyfrowi imigranci

Doktor n. o zdr. inż. Łukasz Bruski, prezes Zarządu Centrum Słuchu i Mowy sp. z o.o., zwrócił od razu uwagę, że skoro w rozwoju przemysłu doszliśmy do etapu 5.0, w medycynie wciąż czekają nas ogromne wyzwania, bo tu jesteśmy dopiero w fazie 2.0. Jak podkreślił, pacjenci mają dziś do dyspozycji wiele aplikacji, jednak umiejętne korzystanie z nich wciąż pozostaje trudnością. – W naszej dziedzinie związanej z badaniami przesiewowymi słuchu czy mowy obserwujemy, że pomimo tworzenia aplikacji bardzo przyjaznych dla użytkownika, nie do końca potrafią one być używane przez pacjentów. Aplikacje umożliwiają badanie naszego stanu zdrowia, samodzielne jego monitorowanie, ale trudnością jest zrozumienie, odpowiednia interpretacja i przełożenie informacji na komunikację ze środowiskiem lekarskim – zauważył Łukasz Bruski.

Jak osoby starsze odnajdują się w nowych technologiach? Wśród tzw. cyfrowych imigrantów widać różne podejście – od lęku po ciekawość i chęć opanowania nowych narzędzi. Zdaniem dr. n. chem. Sebastiana Grzyba, rektora Wyższej Szkoły Inżynierii i Zdrowia w Warszawie, edukowaniem pacjentów w cyfrowej sferze mogłyby się zająć pielęgniarki z racji swojego bliskiego kontaktu z chorymi. – My widzimy ze strony starszych osób olbrzymie zainteresowanie tymi technologiami. Oni wcale się nie boją. Wręcz przeciwnie – bardzo chętnie by z takich rozwiązań w swoim telefonie skorzystali, byle im je zaprezentować i ich nauczyć – podkreślił.

Na deficyty i konieczność edukacji w tej sferze zwrócił też uwagę Jakub Adamski, dyrektor Departamentu Współpracy w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta. Przez lata rozwoju technologii cyfrowych zmieniło się znaczenie pojęcia wykluczenia cyfrowego. Dziś nie oznacza ono braku dostępu do takich technologii, lecz nieumiejętność korzystania z nich. – Brakuje też krytycznego spojrzenia na to, co dostajemy, a poziom skomplikowania tych narzędzi będzie się zagęszczał – zauważył.

Techniki cyfrowe w neuroterapiach

Innym spojrzeniem na możliwości, jakie daje cyfryzacja w służbie zdrowia, podzielił się prof. dr hab. n. med. Mirosław Ząbek, kierownik Interwencyjnego Centrum Neuroterapii w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. – Bardzo trudno wyobrazić sobie dzisiejszą medycynę, zwłaszcza neurochirurgię, bez technik cyfrowych. Dzięki cyfryzacji np. naprowadzamy na cel w mózgu, czyli bez otwierania głowy dokładnie wiemy, w którym miejscu, jak trzeba się przemieszczać, żeby dojść do określonego celu. Również w zabiegach ultradźwiękowych, kiedy likwidujemy drżenie, nie tylko jesteśmy w stanie obrazować, wyobrazić sobie wirtualnie miejsce, które będzie celem naszego oddziaływania, ale również np. mierzyć jego temperaturę – podawał przykłady zastosowania technik cyfrowych w neurochirurgii prof. Ząbek.

Czy są jakieś granice cyfrowego monitorowania zdrowia? – zastanawiał się prowadzący debatę prof. Marcin Sobczak. Jej uczestnicy, podkreślając stały rozwój technologii wykorzystywanych m.in. w medycynie, zgodnie przyznawali, że nie widzą takich ograniczeń. Jak zauważyła dr inż. Ewa Janczar, członek Zarządu ds. cyfryzacji Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego: – Granicą jest nasza mentalność i zrozumienie tego, co robi cyfryzacja, co jest monitorowane i jakie są skutki tego, co widzimy. Jeżeli ktoś potrafi poprawnie odczytywać swój organizm, to urządzenia te są według mnie tylko narzędziem wspierającym.

Leki generyczne

Regularnie docierają do nas informacje o opracowaniu kolejnej nowoczesnej metody leczenia czy leku. Na ile są one dostępne dla przeciętnego pacjenta? Doktor Sebastian Grzyb odwołał się do chemii medycznej, która zajmuje się badaniami i opracowywaniem leków: – Chemia nas nie ogranicza. Chemia, biochemia, nauki biomedyczne są do naszej dyspozycji. Osiągnięć w zakresie syntezy nowego rodzaju leków można by podawać wiele. To oczywiście są np. nowe leki generyczne, które naśladują leki już wykorzystywane, ich działanie opiera się na sprawdzonych mechanizmach biochemicznych.

Terapia genowa mózgu

Rewolucyjne rozwiązanie w neurochirurgii przywołał prof. Ząbek: – Największą przełomową technologią jest terapia genowa mózgu. To jest absolutnie coś niezwykłego. Jesteśmy wiodącym ośrodkiem na świecie, bo również badania amerykańskie odbywają się u nas – opisywał potencjał Centrum Neurochirurgii. I przytoczył efekty zastosowania tej metody leczenia, podczas której produkuje się brakujący gen, który wprowadzany jest do organizmu. – Niezwykle widowiskowe mogą być efekty takiego leczenia. Dotyczy to np. dzieci z rzadką chorobą niedoboru proenzymu, który jest odpowiedzialny za produkcję dopaminy. Do nas przyjeżdżają dzieci z całego świata. I rodzice czas narodzin dziecka liczą od dnia operacji, a nie od naturalnego przyjścia na świat. To jest jak przebudzenie. Dziecko po szóstym miesiącu po operacji chodzi, śpiewa, chodzi do szkoły. To najbardziej wdzięczne operacje, które dają nam satysfakcję – podsumował prof. Ząbek. I dodał, że w Szpitalu Bródnowskim rozpoczęte zostały prace, które mają zmienić terapię genową, by ta operacja trwała nie dwanaście godzin, a cztery.

Zwykle upowszechnianie się nowoczesnej przełomowej metody i jej udostępnienie szerszej grupie pacjentów wymaga czasu. Cena nowego leku, który wyprodukowała firma farmaceutyczna, za sprawą ochrony patentowej jest najpierw bardzo wysoka. – Natomiast już po latach parasol ochronny się zamyka i inne firmy farmaceutyczne mogą tworzyć generyki, czyli leki podobnie działające. Wtedy automatycznie ten pierwotny lek robi się 50 razy tańszy. I tak samo będzie z innymi technologiami, ale na to trzeba czasu. I one muszą być dostępne – podkreślił dr. Maciej Grzyb, rektor Wyższej Szkoły Inżynierii i Zdrowia w Warszawie.

Realny lekarz a „doktor AI”

Medycyna coraz szerzej korzysta ze sztucznej inteligencji. Jak oceniają tę pomoc lekarze? Jakie znaczenie ma to dla pacjenta? Czy AI kiedykolwiek zbliży się do poziomu empatii, której chorzy tak bardzo potrzebują? – Rola lekarza i funkcja, którą pełni, jest nie do zastąpienia przez algorytmy. Aczkolwiek niektóre specjalizacje, np. radiologa, łatwo będzie zastąpić. Jeśli AI będzie miała w swoim magazynie 50 milionów opisów, natychmiast stwierdzi nie tylko jak radiolog, że tu jest obrzęk, tu jest ucisk, tu jest wodogłowie, ale też określi rodzaj guza. Tylko na końcu ktoś musi to podpisać, bo ewentualne roszczenia pacjentów nie będą kierowane do sztucznej inteligencji, tylko do człowieka – zauważył prof. Ząbek. – Im więcej będziemy oddawać sztucznej inteligencji, tym bardziej musimy robić kosztowne zabezpieczenia, żeby nie stało się coś nie tak.

Podobny punkt widzenia przedstawił prof. dr hab. n. med. Maciej Słodki, rektor Akademii Mazowieckiej w Płocku, który też podkreślił konieczność kontrolowania sztucznej inteligencji przez lekarza. – W przypadku prostych, podstawowych chorób, które często spotykamy, które dają charakterystyczne, typowe objawy i stosowane są proste standardowe leki – będzie można zastąpić lekarza sztuczną inteligencją. Natomiast w przypadku jednostki chorobowej bardziej złożonej, powikłanej może być z tym problem. I na końcu ktoś te lekarstwa musi zweryfikować – powiedział. – Pamiętajmy, że za każdą technologią, za każdym automatycznym samochodem, kardiowerterem czy czipem sterującym insuliną stoi człowiek.

Uczelnie medyczne utrzymują tempo?

Czy świat akademicki nadąża za nabywaniem i uczeniem nowych kompetencji wymaganymi w ochronie zdrowia? Czy plany kształcenia przyszłych lekarzy, pielęgniarek, ratowników i innych zawodów medycznych czy okołomedycznych uwzględniają wyzwania, by również personel posiadał umiejętności, które może przekazać pacjentowi?

– W przypadku nauk medycznych jest o tyle prościej, że standardy kształcenia są jasno określone przez odpowiednie gremia, które kontrolują i nadzorują jakość uczenia – powiedział dr Sebastian Grzyb. I podkreślił też ogromne znaczenie – obok wartości merytorycznej studiów – nabywania umiejętności miękkich. – Mówimy ciągle o pacjencie, czyli człowieku, który chciałby z personelem medycznym po prostu się komunikować. To są te kompetencje, umiejętności, które dzisiaj powinny być też kształcone.

Odpowiedzialność za błędy

Kwestię odpowiedzialności za pomyłki, których skutkiem jest uszczerbek na zdrowiu, podjął Jakub Adamski. I przybliżył znaczenie Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, uruchomionego dwa lata temu w celu wypłaty świadczeń za popełnione błędy medyczne. Wskazał też na to, że sztuczna inteligencja nie jest narzędziem nieomylnym. I zwrócił uwagę na rolę zaufania. – Bardzo często w potocznym myśleniu oczekujemy od AI doskonałości. Kiedy powinniśmy zacząć słuchać sztucznej inteligencji? Kiedy będzie trafiała 100 na 100, czy może jak będzie wystarczająco lepsza od lekarzy? – pytał. Problemem jest nadal to, że mało jest zgłoszeń błędów medycznych. Obecne statystyki są oderwane od rzeczywistości i nie odzwierciedlają skali problemu.

Ryzyko wykluczenia cyfrowego

Pacjent świadomy swoich możliwości – co to znaczy? Jego gorsze miejsce w systemie ochrony zdrowia wynika wyłącznie z wykluczenia cyfrowego czy też technologicznego? – Świadomy, czyli jaki? Taki, który sobie wygooglał w internecie. Przyszedł ze swoją tezą, ale także mógł się dowiedzieć, że w terapiach, które będą stosowane, są użyte wysoko zaawansowane nowe technologie. I on po prostu może czuć lęk przed przystąpieniem do takiej terapii. A jeśli nie będziemy tłumaczyć użytkownikom tych technologii, to choć będą leżały na półce, jakaś grupa nie będzie po nie sięgała. I ta grupa stanie się właśnie wykluczona – podkreśliła Ewa Janczar.

Wykluczenie ma różne przyczyny. Wynika też z miejsca zamieszkania. To także kwestia finansów. – Myślę, że możemy rozmawiać o wykluczeniu cyfrowym itp., ale podstawowym problemem staje się, koniec końców, wykluczenie ekonomiczne. Często nierówność ekonomiczna jest nierównością geograficzną. Na przykład ktoś do właściwego ośrodka ma daleko. Przez to nie może trafić do lekarza, który skieruje go na właściwy stół operacyjny – powiedział Jakub Adamski.

Debata pokazała, jak wiele szans i jednocześnie wyzwań niesie ze sobą cyfrowa transformacja ochrony zdrowia. Eksperci byli zgodni, że technologie mogą realnie poprawić jakość leczenia, ale tylko wtedy, gdy pacjent będzie potrafił z nich korzystać, a system zapewni mu równe warunki dostępu. Cyfrowe narzędzia usprawniają pracę lekarzy, lecz nie zastąpią relacji z personelem medycznym – i to od mądrego korzystania z nich zależy, kto faktycznie skorzysta z postępu.

Najważniejsze wnioski z debaty:

1. Technologie cyfrowe stają się fundamentem nowoczesnej medycyny. Przykładem jest terapia genowa mózgu.

2. Sztuczna inteligencja nie zastąpi w pełni lekarza, zwłaszcza jego odpowiedzialności i empatii. AI ma wspierać ochronę zdrowia, lekarza nie powinny zastąpić algorytmy.

3. Niezbędna jest edukacja cyfrowa pacjentów. Osoby chore są zainteresowane technologiami cyfrowymi, ale potrzebują wsparcia, aby skutecznie korzystać z takich możliwości.

4. Granice cyfryzacji leżą w mentalności i rozumieniu nowych możliwości.

5. Nadal istotnym problemem jest wykluczenie ekonomiczne i geograficzne (np. duża odległość do właściwego ośrodka zdrowia), które ogranicza dostęp do specjalistycznej opieki.

Opracowała Agata Rokita

Powrót Następny artykuł