Wyschnięta i spękana ziemia, w tle zszarzałe miasto

Diagnoza: kryzys klimatyczny

Ludzkość postępuje tak, jakby szykowała się do przeprowadzki na lepszą planetę B. Tymczasem z dużym wyprzedzeniem planowana jest jedynie wyprawa badawcza na odległego, pustynnego Marsa. W ciągu najbliższych stu lat żadne masowe przenosimy na inną planetę nie będą możliwe. Dlaczego więc gotujemy sobie piekło na Ziemi?

Ostatni raport Międzyrządowego Panelu ds. Klimatu (IPCC) przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) nie pozostawia cienia wątpliwości, że zmiany klimatu są spowodowane działalnością człowieka. Wpływ ludzi na świat sprawił, że coraz częściej mówi się o końcu okresu holocenu i wejściu w „antropocen”. Nazwę tę po raz pierwszy zaproponowała grupa geologów w 2016 r. Początek antropocenu przypadłby – jak chcą badacze – na połowę ubiegłego wieku. A swą nazwę nowa epoka zawdzięczałaby temu, że została ukształtowana przez człowieka. W obecnie tworzących się warstwach osadów na Ziemi, które być może ktoś będzie badał setki, tysiące lat później, będą obecne fragmenty plastiku, kości kurczaków czy cząsteczki plutonu po próbach nuklearnych. Nasz gatunek zdominował planetę (również pod względem liczebności wśród ssaków), zmienił skład chemiczny atmosfery, zaburzył równowagę biologiczną i klimatyczną. Termin „antropocen” przybiera na razie złowróżbne znaczenie. Poniżej kilka znaczących faktów. 

Rok 1937: populacja Ziemi 2,3 mld ludzi, stężenie dwutlenku węgla w powietrzu 280 ppm, dzika przyroda zachowana w 66 proc. Rok 2020, odpowiednio: 7,8 mld, 415 ppm, 35 proc.

David Attenborough, „Życie na naszej planecie. Moja historia, Wasza przyszłość”

Temperatury

Według okresowych rytmów występujących w holocenie od kilkunastu tysięcy lat powinniśmy mieć teraz do czynienia ze stopniowym spadkiem średnich temperatur. Tymczasem nastąpiła anomalia. Od rozpoczęcia się rewolucji przemysłowej w połowie XVIII w. ludzkość zaczęła na masową skalę spalać paliwa kopalne (węgiel, ropę i gaz). W związku z gromadzeniem się w atmosferze gazów cieplarnianych mamy do czynienia z globalnym ociepleniem, które objęło już wszystkie lądy, oceany i atmosferę. W latach 2011-2020 średnia temperatura Ziemi była o 1,09°C wyższa od tej z lat 1850-1900, przy czym temperatura lądów wzrosła o 1,59°C, a oceanu o 0,88°C. Jeśli niczego nie zmienimy w sposobie postepowania, nadal będziemy produkować większość energii z paliw kopalnych i niszczyć dziką naturę, temperatura wzrośnie o ponad 3°C. Wówczas procesy klimatyczne potoczą się w niekontrolowanym kierunku. 

Atmosfera

Stężenia głównych gazów cieplarnianych w atmosferze (dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu) znacznie przekraczają te z ostatnich 800 tys. lat. Koncentracja CO₂ w atmosferze wyrażana jest w liczbie jego cząstek na milion objętości (parts per million [by volume] – ppm[v]). Opierając się na analizie rdzeni lodowych (i innych dowodach paleoklimatycznych), wiemy, że podczas cykli epoki lodowcowej ostatniego miliona lat dwutlenek węgla nigdy nie przekraczał 300 ppm. Zanim rozpoczęła się rewolucja przemysłowa w połowie XVIII w., średnia globalna ilość dwutlenku węgla wynosiła około 280 ppm i ta wielkość uznawana jest za punkt odniesienia dla obserwowanych dzisiaj zmian. Od tego czasu koncentracja CO2 w powietrzu wzrosła do 416 ppm. W tym okresie stężenie metanu zwiększyło się o 156 proc. (CH4 jest gazem cieplarnianym 80 razy silniejszym niż CO₂), a podtlenku azotu – o 23 proc. (działanie N2O jest jeszcze bardziej negatywne). W przeszłości tak wielkie zmiany koncentracji tych gazów zachodziły przez tysiące lat. Podwojenie stężenia CO2 w atmosferze (co możemy osiągnąć jeszcze w tym wieku) wywoła podgrzanie Ziemi o 3°C (zobacz „Najwięksi emitenci CO2”, portal Nauka o klimacie). Ponadto w miastach i w pobliżu zakładów przemysłowych mamy do czynienia z emisjami szkodliwych dla zdrowia pyłów. Polskie miasta należą do „najbrudniejszych” pod tym względem w Europie.

Poziom oceanów

W szybkim tempie kurczy się letnia pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym. Topnieją lodowce górskie i lądolody grenlandzki oraz antarktyczny. Zmiany składu powietrza byłyby jeszcze większe, ale woda morska absorbuje prawie połowę dwutlenku węgla, który pompujemy w powietrze. Niestety z tego powodu morza i oceany robią się coraz bardziej kwaśne, zakłócając ekosystemy. W latach 1901-2018 w wyniku globalnego ocieplenia poziom oceanów wzrósł o 20 cm. Przez pierwsze siedem dekad średni poziom morza podnosił się w tempie 1,3 mm na rok. W latach 2006-2018 rósł już w tempie 3,7 mm rocznie. Od lat 70. ub. wieku zauważalne jest przesuwanie się stref klimatycznych na obu półkulach. Każda z ostatnich czterech dekad była cieplejsza od swoich poprzedniczek. Cieplejsza woda zwiększa swą objętość. Z dna oceanów uwalnia się magazynowany tam metan. Jeśli nie zahamujemy tego procesu, już wkrótce z map zaczną znikać liczne wyspy. Zagrożona jest 23-milionowa Dżakarta, wyspy Mikronezji czy Melanezji. Najbardziej pesymistyczne dane IPCC mówią o wzroście poziomu wód do 2100 r. o 1,1 m.

Populacja

Prognozy ONZ mówią, że do końca obecnego stulecia populacja ludności na świecie wyniesie 10,9 mld (szacunkowe prognozy z różnych badań wahają się od 8,8 do 13,2 mld). Najszybciej populacja będzie rosnąć w Afryce i Azji (w Polsce – podobnie jak w całej Europie – nastąpi spadek). Około 1820 r. było na świecie miliard ludzi. Do 1930 r. populacja wzrosła do 2 mld. Na kolejne podwojenie się populacji potrzebowaliśmy 40 lat. Szacunki mówią, że 8 mld osiągniemy w 2023 r. Według prognoz Organizacji Narodów Zjednoczonych, do roku 2100 populacja świata osiągnie poziom 10,9 mld i przyrost wyhamuje (szczyt populacyjny). W „The Lancet” naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle publikują wyniki najnowszych badań, według których na koniec XXI w. liczba ludności po szczycie demograficznym w 2064 r. (9,7 mld) wyniesie 8,8 mld. Bez względu na trafność szacunków tak duża populacja, bez zmiany modelu życia, stanowi zagrożenie dla planety. Zmiany klimatu już są przyczyną fali migracji i konfliktów.

Bioróżnorodność

Człowiek jest tylko częścią złożonego ekosystemu, ale doprowadził do jego zubożenia i zachwiania. Już dziś dziko żyjące ssaki stanowią zaledwie 4 proc. osobników, człowiek – 36 proc., a zwierzęta hodowlane (głównie świnie, krowy i owce) – 60 proc. Wśród ptactwa 30 proc. stanowią dzikie ptaki. Ogółem 94 proc. biomasy na świecie to zwierzęta gospodarskie. Człowiek coraz bardziej wkracza w przestrzeń, która należy do przyrody. Od początku XX w. utraciliśmy połowę lasów i większość ekosystemów wodno-błotnych, które są naturalnymi siedliskami dla wielu organizmów żywych, a także naturalnymi magazynami węgla. Do zaniku i zagrożenia gatunków przyczyniają się przełowienie oraz zanieczyszczenie wody, powietrza i gleby. Proces ten wzmaga uprzemysłowione rolnictwo, którego rozwój jest połączony z wylesianiem i osuszaniem gruntów, hodowlą zwierząt na ubój oraz wielkoobszarowymi uprawami z zastosowaniem nawozów i chemicznych środków ochrony roślin. 

Mamy tylko kilkadziesiąt lat, by zbudować sobie bezpieczny dom i przywrócić cudowny, różnorodny i zdrowy świat, który odziedziczyliśmy po przodkach. Stawką jest nasza przyszłość na Ziemi, w jedynym znanym nam miejscu, w którym istnieje życie.

David Attenborough, „Życie na naszej planecie. Moja historia, Wasza przyszłość”

Konieczna zmiana modelu

Wszystkie powyższe elementy są ze sobą powiązane. Wspólnym mianownikiem pogarszania się stanu środowiska i zmian klimatycznych jest działalność człowieka, oparta na modelu nieracjonalnej produkcji i konsumpcji. 4-osobowa rodzina w krajach zachodnich wyrzuca ok. 30 kg ubrań rocznie. Tylko 15 proc. trafia do recyklingu lub do innych osób. W pandemii okazało się, że nie potrzebujemy aż tak pełnych szaf. Z danych ONZ wynika, że każdego roku w krajach rozwiniętych marnuje się jedną trzecią wyprodukowanej żywności. To 1,3 mld ton jedzenia. Tymczasem na świecie głoduje miliard osób. Hodowla zwierząt jest sporym obciążeniem dla środowiska, ale za kilogram kurczaka płacimy mniej niż za tę samą ilość czereśni w sezonie zbiorów. Produkcja rolna i przemysłowa często nie uwzględniają kosztów związanych z eksploatacją środowiska. Dodatkowo obciążamy je milionami ton odpadów. Należy skończyć z modelem „kup, użyj, wyrzuć” i zastąpić go gospodarką w obiegu zamkniętym. Równocześnie przy produkcji energii elektrycznej i ciepła musimy odejść od paliw kopalnych. Energochłonne gospodarki powinny stać się zeroemisyjne. Najlepiej, gdybyśmy te zmiany wprowadzili do połowy obecnego wieku (zobacz: „Jak sfinansować zieloną transformację” oraz „Dyplomacja klimatyczna”). 

Opracował Jerzy Gontarz

Młodzi chcą wiedzy o klimacie. 15 lipca 2021 r., w Światowym Dniu Umiejętności Młodzieży, w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odbyło się spotkanie inaugurujące Okrągły Stół dla Edukacji Klimatycznej. Klimatyczny Dialog Młodzieżowy – to zrzeszenie 5 organizacji, które wypracowały wspólne postulaty. Młodzi chcą, by do programów szkół wprowadzić obowiązkowe zajęcia ekologiczne i klimatyczne. Postulują, by przeszkolić nauczycielki i nauczycieli w zakresie edukacji klimatycznej, zapewnić wszystkim wsparcie w radzeniu sobie z depresją klimatyczną, a placówki edukacyjne zobowiązać do przestrzegania zasad zrównoważonego rozwoju. To paradoksalne, że tego domagają się uczniowie, a dorosły świat i politycy nie potrafią im tego zapewnić. Zobacz postulaty Klimatycznego Dialogu Młodzieżowego.

Powrót Następny artykuł