Zajęcia w Kole Ceramiki w Radomiu, fot. Koło Ceramiki

Koło rozwoju

W Radomiu od stycznia działa pracownia Koło Ceramiki. O drodze do uruchomienia tego przedsiębiorstwa społecznego opowiada Marta Sokół, pomysłodawczyni i właścicielka.

Agata Rokita: Jest Pani artystką i wspiera też innych twórców. Jak zaczęła się ta droga w Pani życiu?

Marta Sokół: Zamieszkałam w otulinie Puszczy Kozienickiej. I to miejsce zainspirowało mnie do działań artystycznych, bo wcześniej nic mnie nie łączyło ze sztuką – jestem magistrem geografii. Zaczęłam tu tworzyć anioły ze starego drewna. I pięć lat temu otworzyłam Fundację Galeria Pod Aniołem, aby przybliżać ginące zawody i twórców ludowych. Wiem, że dużo jest osób, które tworzą do szuflady. Nie mają motywacji albo boją się pokazać swoje prace. Postanowiłam poprzez swoją fundację pomóc im wyjść z cienia. Zorganizowałam szereg wystaw, spotkań integracyjnych, warsztatów dla dzieciaków.

W styczniu tego roku otworzyła Pani w Radomiu pracownię Koło Ceramiki. Na starcie pomogły fundusze z projektu IWES 5.

Gdy zainteresowałam się tym projektem (dowiedziałam się o nim z fanpage’a radomskiego oddziału MOWES), okazało się, że mogę otrzymać pieniądze na założenie pracowni ceramicznej, która będzie przedsiębiorstwem społecznym. Dostałam dotację w wysokości ok. 183 tys. zł. Kupiłam za to koło garncarskie i piec, stoły i regały oraz przebudowałam pomieszczenie warsztatowe. Jeszcze na zewnątrz postawimy wiatę.

Koło Ceramiki otworzyłam 16 stycznia. Pracownia czeka na wszystkich, którzy chcą nauczyć się lepienia z gliny – zarówno na dzieci, jak i dorosłych. To miejsce integruje, bo poznaje się tu nowe osoby. Uczestnicy wymieniają się doświadczeniami nie tylko z zakresu technik ceramicznych, ale ogólnie dzielimy się życiem. To działa terapeutycznie.

Zatrudniła Pani trzy osoby. Czym się one zajmują?

Ceramik prowadzi warsztaty. Druga osoba zajmuje się działaniami edukacyjno-kulturalnymi i pomaga w zajęciach. Z kolei trzecia jest odpowiedzialna za marketing. Na pensje pracowników dostaję wsparcie pomostowe.

W Kole Ceramiki razem z ceramikiem robimy też swoje produkty. Można je kupić u nas na miejscu, ale będziemy też je wystawiać na różnych kiermaszach. Jest to więc kolejne źródło utrzymania tego biznesu.

Czy w ramach projektu korzystała Pani ze wsparcia doradczego, jak prowadzić firmę?

Oczywiście. Najpierw były spotkania w MOWES-ie, m.in. poświęcone temu, jak napisać wniosek o dofinansowanie. Potem doradcy finansowy i prawny przyjeżdżali do mnie i dyskutowaliśmy, co i na co jest mi potrzebne, jakie zagrożenia mogą się pojawić w prowadzeniu przedsiębiorstwa społecznego.

Mimo tej pomocy i tak nie ustrzegłam się błędów. Podczas remontu pomieszczenia warsztatowego okazało się, że koszty jego adaptacji są wyższe, niż założyłam. Musiałam te wydatki, na szczęście nieduże, pokryć z własnej kieszeni.

Jakie teraz emocje towarzyszą Pani? Ekscytacja? Niepokój?

Był czas gratulacji od różnych instytucji. A we mnie zaczęły się rodzić mieszane uczucia, bo przecież zaczyna się ciężka praca. Staram się jednak myśleć pozytywnie, bo jak się konstruktywnie myśli, to będzie dobrze. Koło Ceramiki po prostu musi się rozkręcić!

Powrót Następny artykuł